„Idź na Turbacz” pod takim hasłem spędziliśmy tegoroczne wakacje na Szlaku Papieskim w Gorcach i Pieninach

Schodziliśmy wszystkie okoliczne góry, ale za to potem można było sobie poleżeć – jak widać na załączonym obrazku …

Nasze wakacje tym roku odbyły się w pięknych górach Polski – Pieninach. Malownicze widoki towarzyszyły nam przez cały czas, a czyste powietrze górskie orzeźwiło nam umysły. Co się wydarzyło? Przeczytajcie!

Podczas wyjazdu mieliśmy wiele ekscytujących wypraw w góry. Wchodząc na szczyty takie jak Trzy Korony czy też na górę Wysoką byliśmy bardzo zmęczeni. Niektóre odcinki szlaków były dość wyczerpujące i ci, którzy nie dawali radę rezygnowali z dalszych wędrówek. Sama musiałam od czasu do czasu przystanąć i chwilę odpocząć bo nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Po dotarciu do celu myślałam, że zostanę tam i nie zejdę choćby mieliby mnie rozstrzelać, ponieważ nie było miejsca które by mnie nie bolało. Jednak był to ten rodzaj bólu, który oczyszcza. Czasem tak bywa, że człowiek pomimo cierpień i bólu jest szczęśliwy i uśmiecha się. Jest tak podczas zawodów lub turniejach, gdy ma się satysfakcję z osiągniętych przez siebie celów. Tak właśnie było ze mną. Gdy weszłam na każdą górę ( oczywiście na te które były zaplanowane) byłam z siebie dumna a wyraz zmęczenia i krople potu przysłaniał szeroki uśmiech. Czułam się zwycięzcą.

Chwila nieuwagi i …

Innymi atrakcjami, gdzie można było wykazać się swoją zwinnością, kondycją fizyczną, a nawet sprytem był park linowy, spływ pontonem przez Dunajec i basen. Wrażenia były niesamowite, zwłaszcza w parku, gdzie przyszykowane trasy były zachęcające z dołu, ale lekko przerażające na górze. Będąc już przyczepiona do linki zabezpieczającej poczułam delikatny dreszczyk emocji na karku. Różnorodność przeszkód była ciekawa, ale jeden odcinek tej trasy można by śmiało zmienić, gdyż parę osób popłakało się podczas pokonywania jego. Najbardziej ekscytujący okazał się zjazd tyrolką przez Dunajec. Jednym słowem uczestnictwo w tej przygodzie dało upust moim emocjom. Przyjemnie było móc się wyszaleć. Kolejną szansą na wyżycie się było podczas wiosłowania nad rzeką Dunajec. Podzieliliśmy się na kilka grup, każda ,,drużyna” miała swój ponton i swojego sternika. Moim zdaniem lepsze jest machanie pagajem ( wiosłem) niż siedzenie na tratwie i nic nie robić. Jest to dobre dla małych dzieci lub starszych osób.

Dodatkowo odbyły się warsztaty fotograficzne, turniej siatkówki, ping-ponga, babingtona i scrablle.

Te dwa tygodnie wzbogaciły mnie w nowe doświadczenia i wspomnienia. Dzięki zdjęciom, które teraz przeglądam powracają te chwile spędzone ze znajomymi, gdzie czas się nie liczył tylko przednia zabawa. Chciałabym opowiedzieć jeszcze o wielu rzeczach, które miały miejsce na wyjeździe, ale długo by o tym opowiadać. Najważniejsze jest jednak to, że mieliśmy okazję i sposobność do wyjazdu w góry.

Ola Welsyng

6 komentarzy

  1. 1
    Ola W. 

    O rany! To Michał! Jaki on zmęczony 😀

  2. 2
    sylwia 

    super to podsumowałaś i zgadzam się, że to minimum, BYŁO FANTASTYCZNIE. I dzięki za to zdjęcie, gdzie mam uwaloną całą dłoń w błocie jeszcze nie mogę się powstrzymać od śmiechu, gdy sobie to przypomniałam jak się wywaliłam i tekst ,, nic się nie stało z APARATEM” 🙂

  3. 3
    Toster 

    „Jest tak podczas zawodów lub turniejach, gdy ma się satysfakcję z osiągniętych przez siebie celów.” – i na koncertach! ^^

    Sylwia, aparat cały? 😛

  4. 4
    TOM 

    Czytając tak kwiecisty opis naszej czołowej mistrzyni pióra, każdemu żal w sercu sie zbiera, że nie mógł doświadczyć tej przyjemności, i nie doznał zaszczytu uczestnictwa w tym wyjeździe, w niepowtarzalnym towarzystwie. Ja otwieram listę tych osób – nie byłem i żałuję…

    Jednocześnie chętnie bym poczytał ciekawe relacje innych uczestników, oraz wspomnienia także z nieoficjalnych wydarzeń… Liczę na zamieszczenie różnych ciekawostek i perełek, które dzięki temu będą mogły na zawsze pozostać w pamięci uczestników tego wyjazdu. Było ich prawie 30-tu, więc liczę na to, że czytania będzie sporo.

    W szczególności o kilka słów prosiłbym tajemniczego, zamaskowanego trawą, właściciela BRZUCHA z pierwszego zdjęcia. ;-]

    A może jakieś foto grupowe by się znalazło ??

  5. 5
    admin 

    Ola nie mało, że świetnie pisze to jeszcze zrobiła najlepsze zdjęcie wyjazdu pt „Relaks Michała na górskiej polanie” 😉
    Może ktoś ma zdjęcie grupowe? Bo ja niestety nie mam!

  6. 6
    Ola W. 

    Miło mi, że moja relacja z tegorocznych wakacji została przyjęta (po raz kolejny) z takim entuzjazmem i że się wam podoba. A stwierdzenie „czołowa mistrzyni pióra” jest przesadne, bo tylko opisałam swoje przeżycia (a to takie skomplikowane nie jest). Co prawda starałam się nie opisywać „nie oficjalnych” wydarzeń, bo parę osób zamordowało by mnie za to, czego wolałam uniknąć. I tu popieram pana „Toma”, niech każdy coś napisze, im więcej wspomnień tym lepiej. 🙂

Zostaw komentarz